Marka odzieżowa, która płaciła za sprzedaż, której nie było
Sklep z damską odzieżą, sprzedaż w Polsce i na Litwie. Właściciel patrzył na świetny zwrot z Google Ads i regularnie dokładał budżetu, bo skoro się zwraca, to czemu nie. Problem w tym, że zwrot był fałszywy.
Konto liczyło zakup w momencie, w którym ktoś wpisywał dane karty. Nie po zapłacie, po wpisaniu. Więc każdy porzucony koszyk na etapie płatności lądował w raporcie jako sprzedaż. Google uczył się na tych fałszywych zakupach i pompował budżet w ruch, który nie kupował. Do tego reklamy prowadziły na produkty niedostępne i na rynki, do których firma w ogóle nie wysyłała.
Naprawiliśmy pomiar tak, żeby liczył realne transakcje, rozdzieliliśmy rynki, odcięliśmy zatrutą historię danych. Po przebudowie udział w wyświetleniach w wyszukiwarce wzrósł z około 25 do 69,4 procent. Konto z przegrywania trzech aukcji na cztery weszło w wygrywanie większości.
Uczciwie: rentowność w szczycie poprawiła się kilkukrotnie, ale tu grało też więcej rzeczy naraz, promocje, ceny, sezon, więc tej liczby nie stawiam jako samego efektu audytu. Za to jedno jest pewne: zanim to naprawiliśmy, właściciel podejmował decyzje o budżecie na podstawie danych, które kłamały. To jest dokładnie to, czego nie widać w panelu przeglądu.
Andrzej wskazał fundamentalne błędy w konfiguracji, których sami przez wiele miesięcy nie znaleźliśmy. Pomógł nam wydawać budżet w bardziej skoncentrowany i precyzyjny sposób, tak aby reklamy generowały sprzedaż, a nie tylko wyświetlenia.